16 czerwca 2016

Mniej tego co nieważne


Pisałam ostatnio tutaj o dniach pełnych wartości, o wypełnianiu ich tym, co ważne i wartościowe. Skoro wypełniam swój czas tym, co kocham, to naturalną konsekwencją jest rezygnowanie z tego, co mi nie służy. No właśnie, czy naturalną?

Teraz jest to dla mnie oczywiste, ale ileś lat wpychałam do swojego grafika wciąż więcej i więcej, a potem padałam na twarz zdziwiona, że się nie wyrabiam. Co więcej, katowałam się też myślami w stylu: "Jestem taka beznadziejna, że się nie wyrabiam", "Coś jest ze mną nie tak", "Jestem mało wydajna, bo powinnam robić więcej". Znasz tego krytyka wewnętrznego, który tak właśnie Ci gada?

Zupełnie nie zauważałam wtedy, że to tak jak ze zbyt często podlewanym kwiatem. Dolewasz wody, a on wcale lepiej nie rośnie. Co więcej, orientujesz się, że woda stoi, a jego system korzeniowy gnije. Cała sytuacja wręcz mu zagraża, bo dodajesz mu wody więcej niż on jest w stanie przetworzyć. Za chwilę biedaczyna padnie. Tak jak i Ty, jeśli zagonisz się w więcej pracy i więcej wyrzutów sumienia, że tego "więcej" nie ogarniasz.

Dziś już wiem, że kiedy coś dokładam do pełnego już grafika, to zastanawiam się, co wykreślić, z czego zrezygnować. Jak się nie wyrabiam, to nie dokładam sobie technik zarządzania czasem, tylko zatrzymuję się, nabieram dystansu, spisuję listę zadań i robię przegląd generalny. Owszem, jak się lepiej zorganizuję, to ogarnę więcej, ale wszystko ma swoją granicę. Pytanie czy ją znasz? Obserwujesz i rozpoznajesz jej symptomy? Nasz umysł - cwana sztuka - zawsze wkręci ciało w to, że da radę. A to prosta droga do wypalenia.

Sprawdzam więc, skąd bierze się  zmęczenie materiału, czego mam za dużo i co mi nie służy. Robię listę spraw i wykreślam. Nie, nie odwlekam, ale odkładam świadomie - a to jest kolosalna różnica. Co innego nie wykonywać jakiegoś zadania i ciągle się za to obwiniać, a co innego świadomie odkładać na lepszy czas. Uwalniam się tym samym od sprawy, na którą nie mam przestrzeni, ale też od myślenia o niej z wyrzutami, że jej nie realizuję. Czujesz różnicę?

A jak mnie dopada, bo ciągle mnie dopada ten mój Gremlin, którego nazywam Mr Planner (bo uwielbia mi dokładać zadań do listy i zawsze uważa, że dam radę), to się z nim rozprawiam, zadając sobie pytania:

Co dziś czujesz? Co mówi Ci Twoje ciało?
Jak go posłuchasz, to co masz ochotę zrobić?
Jakiej wartości w swoim życiu mówisz nie?
A jaką chcesz realizować pełniej?
Co Ci w tym przeszkadza?
Z czego chcesz zrezygnować?

Więc jeśli mam wątpliwości, moje ciało woła o odpoczynek, prosi o sen i błaga o spokój, to zawsze sięgam do wartości. Nie do technik organizacji czasu, ale najpierw do wartości. A jeśli one mówią mi "To ważne", wtedy dopiero zastanawiam się czy jest to kwestia innej* organizacji, czy rezygnacji z czegoś. Zwróć uwagę, że używam słowa "innej" a nie "lepszej", bo ta obecna nie jest gorsza, tylko już nam nie służy, bo zmieniły się warunki zewnętrzne.

Czasem zgadzam się na czasowy większy wysiłek, ale świadomie, w zgodzie z wartościami, poświęcając się tylko dla tego co najważniejsze. Czasem się zapędzę, czasem zapomnę w ferworze codziennych spraw, ale systematycznie zatrzymuję się by zrobić "check". I nauczyłam się od Joanny Malinowskiej-Parzydło, że jeśli mam jechać na energii życiowej (o której pisałam tutaj), to tylko dla spraw, które warte są mojego krótszego życia. Nie dla bzdur!

Jeśli chcesz rozprawić się z tematem zbyt długiej listy, braku czasu i poświęcania go nie na to co ważne, to zapraszam na moją STOPKLATKĘ.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

uslysz_siebie na Instagramie