19 marca 2016

"Chodzi o nasze pełniejsze i szczęśliwe życie" - inspirujący wywiad z Kamilą Kruk


21 Dni Gimnastyki Wdzięczności dobiega końca. W tym czasie dostałam tyle dowodów Waszej wdzięczności, że serce urosło mi dwukrotnie ;-) Chciałam zainspirować Was byście wprowadzili  do życia więcej wdzięczności, a otrzymałam ją z nawiązką. Taka jest właśnie natura wdzięczności - im więcej praktykujesz, tym bardziej do Ciebie wraca. To był dla mnie magiczny czas. I aby ta magia jeszcze dłużej została w naszych sercach, na zakończenie przygotowałam  niespodziankę – pierwszy wywiad gościnny na blogu.

A moim gościem jest Kamila Kruk, przedsiębiorca i wydawca, trenerka rozwoju osobistego, coach i koordynatorka wielu ciekawych projektów takich jak Kobiecy Lublin, czy Chcę od życia więcej. Jest też autorką książki „Wyspy komfortu. Krótka opowieść o ludzkich postawach”. Zaprosiłam Kamilę, gdyż z podziwem przyglądam się jak potrafi czerpać radość z życia, cieszyć się każdą daną jej chwilą i być wdzięczną nawet w obliczu trudności.

Zapraszam więc do czerpania z jej podejścia do życia, gdyż Kamila jest niezwykle inspirującą kobietą ;-)

Zaczynamy!

JR: Kamila, jesteś w moich oczach mistrzem wdzięczności i czerpania radości z życia. Powiedz, jak ty To robisz? Czy trzeba urodzić się z takim podejściem, czy można się go nauczyć?

KK: Dzięki. Miło mi, że tak myślisz. A jak to robię? Szczerze mówiąc to nauczyłam się tego. Kiedyś nie byłam taka pogodna i pozytywnie nastawiona (spytajcie mojego brata. on zna mnie najdłużej ;P). Zauważyłam, że są inni ludzie bardziej wyluzowani, optymistyczni, weseli. Po prostu pewnego dnia zrobiłam listę tego, jaka już nie chcę być, a właściwie, jaka chcę być: bardziej pozytywna, otwarta do ludzi, uśmiechnięta. I ….. o niej zapomniałam. Natomiast myślę, że już wtedy coś się zaczęło zmieniać w moim sposobie myślenia. Jakieś takie mikro zmiany, które po pewnym czasie stały się całkowitą rewolucją.

 

JR: Co działo się dalej? Co było takim przełomowym momentem?

KK: Cały czas rozwijałam siebie świadomie czytając różne książki, uczestnicząc w szkoleniach, ale nie skupiałam się na wdzięczności czy pozytywnym myśleniu. One się przewijały gdzieś w tle. W pewnym momencie tej przemiany i mojego rozwoju przeczytałam książkę Seligmanna o pozytywnym myśleniu i zaczęłam robić ćwiczenie wypisywania „40 pozytywnych momentów minionego dnia”. Byłam w tym solidna (choć zamiast wieczornej listy, lepiej szło mi pisanie zaraz po przebudzeniu) i to był przełom, gdy zauważyłam, jak bardzo pozytywnie już myślę i jak bardzo jestem wdzięczna za rzeczy, które są i dzieją się wokół mnie.

 

JR: Czym jest dla Ciebie wdzięczność?

KK: Trudno odpowiedzieć jednoznacznie. Tak sobie myślę, że to taka dobra energia, którą mamy wobec sytuacji, osób, rzeczy. Bo mogę być wdzięczna za nową sukienkę, bliskie osoby czy ugotowany przez kogoś obiad, ale też za kłótnie, krytykę, która boli, ale ma w sobie przesłanie czy za osobę, która swoim zachowaniem przypomina mi, jaka ja nie chcę być.
Wdzięczność dla mnie to czasem cieszenie się, że nie jest gorzej. Ostatnio złamałam rękę, potłukłam kubek i opiłek szkła wpadł mi do oka. Jaka była moja radość, kiedy pomyślałam sobie, że to tylko opiłek, który dał się wypłukać kroplami, a nie duży kawałek, który pozbawiłby mnie oka. Wiem, że może to zabrzmi dziwnie, ale zazwyczaj jest to cała mieszanka wdzięczności za rzeczy, które się zdarzyły lub nie nastąpiły.

 

JR: Dieter F. Uchtdorf mówi, że "Bycie wdzięcznym w czasie niedoli nie oznacza zadowolenia z danej sytuacji, lecz że oczami wiary patrzymy poza nasze bieżące wyzwania." Czy właśnie spojrzenie w przyszłość jest czymś co daje Ci radość życia?

KK: Nie zastanawiałam się nad tym. Jak jest mi źle, to wiem, że jest to stan przejściowy, że będzie lepiej, więc można powiedzieć, że to patrzenie w przyszłość. Jednocześnie nauczyłam się cenić te chwile, kiedy jest mi smutno. Smutek też niesie jakąś informację, więc trochę to dziwnie zabrzmi, ale ja się wtedy cieszę, że zauważam swój smutek, że staram się lepiej poznać i zrozumieć siebie dzięki temu. Dla mnie każde wydarzenie w życiu może być informacją i lekcją, i może cię wzbogacić. To od nas zależy, czy sobie z tego coś weźmiemy i jaka refleksja to będzie.
To nie jest tak, że jestem zadowolona w sytuacji, w której źle się czuję. Wręcz na odwrót zmieniam to, co mogę np. to ja decyduje, czy leżę bezczynnie, czy zorganizuję sobie ciekawe zajęcia. Gdy zacięłam drzwi od sali szkoleniowej, a nie było nikogo w budynku, nie siedziałam zadowolona z założonymi rękami, ale szukałam, kto może mi pomóc. I znalazłam. Co nie przeszkodziło mi, że w ojej głowie pojawiła się myśl: Ale będę miała super historię do opowiadania na szkoleniach! Dzięki temu nie denerwuję się i nie stresuję w trudnej sytuacji, a działam, ze spokojem i energią szukając rozwiązań. Z tyłu głowy za to wiem, że i tak coś dobrego z tego wyjdzie.

 

JR: Co zmieniło się w Twoim życiu, gdy zaczęłaś praktykować wdzięczność?

KK: W momencie kiedy pisałam moje „40 pozytywnych momentów minionego dnia” codziennie, przez ponad miesiąc, nieważne co działo się w moim życiu, zauważyłam, że jest mnóstwo rzeczy, które nie doceniamy, a możemy być za nie wdzięczni. Nie tylko to, że pięknie świeci słońce, ale że pada i mam jeszcze większą radość siedzenia w domu, że jest cudowna mgła, jak w starych filmach o Sherlocku Holmesie. Nauczyłam się też tworzyć wdzięczność w swoim życiu. Jeśli jest deszcz, a ja wychodzę, to staram się wybrać sobie jakąś radosną parasolkę, mam jedyną okazję ubrać przeciwdeszczowe kaloszki (wbrew pozorom nie ma na to zbyt wielu okazji w roku) i na dodatek mogę sobie poskakać po kałużach. Gdy nie mogłam pisać mając złamaną rękę, cudownie słuchało mi się audiobooków i podcastów, na które zwykle nie znajduje czasu. Miałam też czas na leżenie i myślenie. I za to jestem wdzięczna.
Zmieniło się to, że mniej się stresuję i denerwuję sytuacjami, na które nie mam wpływu. Złamana ręka? Chciałabym, żeby nie była złamana, ale to już niemożliwe. To skoro jest złamana, co mogę zrobić, aby jak najlepiej się czuć i zorganizować.
Nie mam też pretensji do siebie i wyrzutów sumienia, że coś się stało lub coś zrobiłam. Zakładam, że w danej chwili podjęłam najlepszą możliwą decyzję na bazie informacji, jakie miałam. Skutki są inne. Trudno. To zmieniam, naprawiam i zastanawiam się, czego mnie to uczy. I tu znowu pojawia się wdzięczność za lekcję od życia.

 

JR: Gdybyś miała moich czytelników zmotywować do praktykowania wdzięczności, co byś im powiedziała?

KK:To trzeba chcieć. Lub mieć dość stresu, złości w sytuacjach, na które nie masz wpływu, bycia przybitym. Porównałabym wdzięczność do takiego sygnału echolokacji. Wysyłasz go wobec świata, w kierunku rzeczy i wydarzeń, a to wraca do ciebie jako jakiś obraz. Z im większą wdzięcznością widzisz świat, tym więcej rzeczy, za które możesz być wdzięczny dostajesz. 40 dziennie to za dużo? Nie prawda. Ale możesz zacząć od 1 wdzięczności dziennie. To już jakiś start.

 

JR: Czy to prawda, że zmiana sposobu myślenia jest bardzo trudna?

KK: Zmiana myślenia czasem wymaga wielu lat, ale mam wrażenie, że impuls, który powoduje początek tej zmiany to jedna sekunda. Jedno zdanie, komentarz, opinia, obraz, doświadczenie, a przede wszystkim myśl w naszej głowie. Lawina może zacząć się od małego ruchu, dodatkowego ciężaru, jednego płatka śniegu. Poszukiwanie tych impulsów i tworzenie okazji, aby się pojawiły, poznawanie siebie, wyciąganie wniosków i nowych wniosków, przyglądanie się sobie z innych stron to jest największa część tej pracy. A potem czas na wdrażanie, aby nie była to jedna myśl na chwilę, że długoterminowa zmiana w myśleniu.

 

JR: To właśnie realizuję na moim blogu - dostarczam impulsów i inspiracji, które zasiane potem dają plon w postaci zmiany. Ale jak to jest ze zmianami. Gdy coś nas zainspiruje, to warto iść za ciosem i rzucić się na głęboką wodę czy zmieniać się małymi kroczkami. Ja nazywam to na blogu tip-topami?

KK: Warto działać. Natomiast to, jak szybko i w jaki sposób, to kwestia wtórna. Zarówno postawa opierająca się na małych krokach, jak i skoku na głęboką wodę, mają swoje plusy i minusy. Skok na głęboką wodę jest szybki, ale łatwiej nam się sparzyć. Małe kroki są bezpieczniejsze, ale niektórych mogą rozleniwiać. Natomiast zdecydowanie ich korzyścią jest też to, że my robimy małe kroki i nie odczuwamy dużej zmiany, a ona się dzieje. Szerzej pokazuje to w książce "Wyspy komfortu".

 

JR: Bez względu na to jak - warto się zmieniać?

KK: Z mojego punktu widzenia zdecydowanie warto, bo chodzi o nasze pełniejsze i szczęśliwe życie.

Kamila, dziękuję Ci za inspirującą rozmowę. A Was zapraszam już niedługo na kolejny cykl tip-topów ;-)

Przeczytaj także posty otwierające tematykę wdzięczności oraz 21 Dni Gimnastyki Wdzięczności

Zobacz wszystkie tip-topy wdzięczności na Pinterest


0 komentarze:

Prześlij komentarz

uslysz_siebie na Instagramie