23 grudnia 2014

10 lekcji o tym, jak osiągnąć niemożliwe - część II

Przedświąteczny czas... Wielu z nas w biegu. Gonimy za prezentami, karpiem, choinką i setną na nią ozdobą. Za chwilę zasiądziemy przy wigilijnym stole. Będzie nieco więcej spokoju i czasu by zacząć podsumowania. Kończy się bieżący rok, ukradkiem zagląda już do nas nowy. W ferworze przedświątecznych przygotowań podrzucam ciąg dalszy lekcji o tym, jak osiągnąć niemożliwe. W sam raz na świąteczne rozważania. Oby stały się dla Was źródłem inspiracji, czego sobie i Wam życzę...

Ale do dzieła. Pierwsze 5 lekcji znajdziecie w poście pt. "10 lekcji o tym, jak osiągnąć niemożliwe - część I"

Kolejne 5 podaję dziś na dłoni. Brać i korzystać ;-)

5. Świat stoi na relacjach

To co w życiu się liczy, to ludzie wokół Ciebie. Nie rzeczy, przedmioty, posiadanie. To, w co na prawdę warto inwestować to właśnie budowanie i podtrzymywanie relacji. Dlaczego to takie ważne? Bo nie osiągnęłabym nic bez wsparcia innych ludzi. Bo nawet gdybym to zrobiła całkowicie w pojedynkę (zakładam czysto hipotetycznie, bo nadal twierdzę, że to niewykonalne), to nie towarzyszyłaby temu taka satysfakcja i tyle "korzyści". I jeszcze jedno "bo" ;-) Bo gdybym nie osiągnęła celu jaki sobie założyłam, to zyskałabym coś bezcennego - nowi wspaniali ludzie, których wtedy poznałam, ale też powrót do dawnych relacji.

6. Otaczaj się ludźmi, którzy w Ciebie wierzą

Znajdź swoje miejsce wśród tych, którzy mają bądź podobne cele, bądź podobną wiarę w to, że Ci się uda. Jeśli widzisz krzywe spojrzenia i nieprzychylne komentarze, to słuchaj ich z uwagą. Być może zawierają jakieś cenne spostrzeżenia, które warto rozważyć, ale nie karm się nimi. Wielu z Twoich bliskich, nawet będąc dla Ciebie życzliwym nie wie, że podcina Ci skrzydła nie wierząc w Ciebie. Idź do tych, którzy tą wiarę w Ciebie podtrzymują i nawet jeśli powątpiewają, to nie blokują Cię, lecz dodają sił. I nie zrozum mnie źle. Nie chodzi o to, by odciąć się od jednych i napawać obecnością drugich. Każdemu potrzebny jest w końcu krytyk wartościujący (no chyba, że to nasza dominująca rola zespołowa wg teorii Belbina). Chodzi jedynie o zrozumienie, co możesz czerpać od jednych, a co od drugich tak, by Twój zapał do działania rósł. Moją przystanią w tamtych dniach było Enzo. Atmosfera tego miejsca i ludzie, którzy je tworzą, były moją dodatkową baterią.

7. Próbuj

Po prostu! Raz wyjdzie, raz nie. Jak wyjdzie, to świetnie, w końcu tego chciałam. Jak nie wyjdzie, to na pewno wyniosę z tego jakąś cenną lekcję. Tylko bezczynność może nas zgubić. Błędy zazwyczaj wzbogacają nasze doświadczenie, o ile umiemy wyciągać z nich wnioski. Dość często słyszę, że mi to się wszystko udaje. Nic bardziej mylnego. Ale do jednego mogę się z ręką na sercu przyznać. Po prostu nie boję się próbować. A to czego najbardziej czasem w życiu żałuję to właśnie sytuacji, kiedy nie dałam sobie szansy żeby chociaż spróbować. Więcej możecie poczytać w poście: Każdy ma swoją definicję porażki.

8. Ustal sobie dzienne minimum

To co nas przybliża do osiągnięcia celu, to codzienne małe kroczki. Czasem gdy marzymy o czymś, co wydaje się nierealne, zakładamy, że musimy wykonać jakieś spektakularne działania. A tymczasem życie to nie jest umiejętność chodzenia w siedmiomilowych butach, to raczej umiejętność chodzenia tiptopami. Te drobne kroczki budują nasz sukces. Więc gdy masz już swój ambitny cel, to określ sobie swoje codzienne minimum w jego realizacji. Takie minimum, które jest absolutnie realne do wykonania. Wstając rano nie będziesz musiał się zastanawiać nad tym, co skomplikowanego czeka na mnie dziś do zrobienia. Mam swoje minimum i od niego zaczynam. A gdy już zacznę idzie jak z górki i te bardziej zaawansowane pomysły też idą dużo lżej. Moim minimum było pięć kontaktów dziennie. To mogło być 5 zaczepionych znajomych, 5 wiadomości na fb, 5 maili lub telefonów lub dowolna ich kombinacja. Ale nie poszłam spać bez odfajkowanej piątki. Nie mówiąc już o tym, że zasypianie ze świadomością, że przybliżam się do celu było bardzo przyjemne ;-)

9. Odpocznij, a czasem nawet odpuść

Jak to odpuść? Czekaj, czekaj... Jaki był tytuł postu? Tak, dobrze czytasz. Można osiągnąć niemożliwe odpuszczając. Czasem nawet trzeba. Rzucamy się często na ambitne cele, ale nasz wewnętrzny potencjał przypomina suchą studnię. Trudno wykrzesać z siebie siły, gdy jesteśmy zmęczeni. Trudno oczekiwać od siebie kreatywności, błyskotliwości i zapału, gdy nie dbamy o siebie, albo kończymy właśnie jakiś wyczerpujący projekt. To co chcę Ci powiedzieć to: "Zbierz siły zanim zabierzesz się do działania".

Wg Eichelbergera mamy dwa rodzaje energii: dobową i życiową. Dobowa jest odnawialna, dostajemy ją codziennie po przespanej nocy. Życiowa energia wręcz przeciwnie, nie jest odnawialna. Jest nam dana w chwili urodzenia. Jeśli wstajemy codziennie rano i ciągle czujemy się zmęczeni i ten stan towarzyszy nam przez dłuższy czas, to znak, że "jedziemy" na energii życiowej. Chyba nie trzeba tłumaczyć co dzieje się gdy to właśnie ona się wyczerpuje...

Jeśli czujesz, że Twoim paliwem jest energia życiowa, to odpuść. Odpocznij, zregeneruj się, naładuj baterie i dopiero startuj z ambitnymi działaniami. I nie rób sobie z tego powodu wyrzutów sumienia. Jeśli tylko jest to zamierzone i w pełni przemyślane działanie, to traktuj je jako bardzo ważny krok w realizacji celu. Czasem nawet potrzeba na to kilka lub kilkanaście miesięcy. Od czasu gdy wygrałam kurs do momentu jego realizacji minęło ponad pół roku. Musiałam poczekać by znaleźć dobry moment, kiedy będę zarówno fizycznie jak i psychicznie gotowa na to, by podjąć się kolejnego wyzwania. W międzyczasie zaczęłam nową pracę. Rzucanie się na dwa tak wymagające cele na raz byłoby zbyt dużym obciążeniem. Efekt łatwy do przewidzenia.

10. Marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia

To było moje hasło przewodnie. Wziąć sprawy w swoje ręce. Poczuć się samemu odpowiedzialnym za swoje życie. Nie mieć do nikogo pretensji za to jak wygląda, za to co robię i czego nie robię. I przede wszystkim realizować to, czego tak bardzo pragnę. Nie tylko marzyć, nie tylko wzdychać, że byłoby cudownie, że niektórzy to mają szczęście. Szczęście mam ja -  tu i teraz! Mam szczęście że żyję. Kropka. To co z tym życiem zrobię leży w moich rękach. Kropka. Działasz? Świetnie! Nie działasz? Też świetnie, jeśli tylko jest to świadomy i odpowiedzialny wybór. Bo jeśli nie, to... Houston! We've got a problem! Bo nie ma Houston. Jesteś tylko Ty i Twoje marzenia. Nikt i nic Ci nie pomoże, jeśli Ty sam nie chcesz. Kropka!

I tym oto optymistycznym akcentem dobiliśmy do dziesiątki jeszcze przed końcem roku. Jutro już będzie u mnie zdecydowanie inny nastrój. Chwila wyciszenia i refleksji, więc ładujmy baterie, by potem oddać się refleksji, a w Nowym Roku działać ;-)

0 komentarze:

Prześlij komentarz

uslysz_siebie na Instagramie