9 grudnia 2014

10 lekcji o tym, jak osiągnąć niemożliwe - część I


Dziś jak bumerang wracają do mnie wspomnienia z kwietnia i maja tego roku. Wracają dziś, bo właśnie dzieje się to, o co tak walczyłam. Zgłębiam tajniki profesjonalnego coachingu ;-)

10 kwietnia postawiłam sobie cel - szalony, ambitny, zdawałoby się nawet, że nierealny. Dziś go realizuję, bo udało mi się wygrać wymarzone szkolenie. Dwa miesiące telefonów, maili, postów, wiadomości na fecebooku, których odbiorcami była część z Was. Dwa miesiące fantastycznej przygody,  która nauczyła mnie wiele.

Znajomi mówią: "Ale miałaś szczęście". A ja, z uporem maniaka powtarzam, że na to szczęście solidnie zapracowałam, bo szczęście sprzyja przygotowanym ;-)

Ale do rzeczy. Przed Wami pierwsza część z cyklu 10 lekcji o tym, jak osiągnąć niemożliwe.
Dziś przedstawiam pierwszą piątkę. Tadammm!

1. Warto czytać inspirujące książki

Od czego się zaczęło? Znalazłam kurs coachingu, wymarzony, wypasiony, finansowany z EFS, komercyjnie mega drogi, kilkuetapowa rekrutacja, tłumy chętnych, Wrocław. Sprawdziłam kryteria, westchnęłam i tyle...

Kilka tygodni później byłam na spotkaniu autorskim Magdy Bębenek od "Polka Potrafi" i kupiłam jej książkę. W biegu zaczepił mnie Marcin Osman, chcąc sprzedać swoją książkę - też kupiłam. I od niej właśnie zaczęłam. "Biznes Ci ucieka" przeczytałam jednym tchem od deski do deski i nagle mnie olśniło. Jak to? Ja nie dostanę się na kurs coachingu? Nie spełniam kryteriów? Nic to, skoro rzeczywistość nie jest idealna, trzeba ją sobie wykreować. Potem "Polka Potrafi" odpowiednio natchnęła mnie do kilku działań i ruszyłam do dzieła.

Gdyby nie te lektury być może nie pisałabym dzisiejszego postu i nie byłabym tu gdzie jestem...

2. Przełam bariery, większość istnieje tylko w Twojej głowie

Wiedziałam, czego chcę. Wiedziałam też, co mam robić. Problem tkwił w tym, żeby zacząć. Przeszkodą były tylko obawy czające się w mojej głowie. I trudne pytania.... Jak w dwa miesiące znaleźć przedsiębiorcę w województwie dolnośląskim, który zatrudniłby mnie na kilka miesięcy, któremu mogłabym zapłacić w postaci mojej pracy z Lublina. Stop. Mission impossible. Stop.

Najtrudniejszy był pierwszy krok i pokonanie dręczących myśli. Znacie to wszyscy: ale co ludzie powiedzą? Jak zareagują? Czy komukolwiek będzie się chciało wysilać? I po co miałby to robić? Czy zdążę? Czy przejdę potem rekrutację? I tak dalej, bez końca, z tendencją do samonakręcania się. Do momentu aż powiedziałam sobie: "Nie spróbujesz - nie przekonasz się! Nic nie tracisz, a to co ludzie powiedzą, najmniej powinno Cię interesować." Gdybym wtedy wiedziała ile dobrego zyskam, ani chwili nie zastanawiałabym się.

3. Nie musisz mieć gotowego planu 10-letniego, żeby zacząć. Wystarczy pierwszy krok.

To było moim największym odkryciem. Jak to? Nie muszę mieć drobiazgowego planu? Owszem są projekty, w których planowanie ma ogromne znaczenie. Nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek budował most bez dokładnego projektu i planu działania. Ale w większości codziennych naszych zmagań i planów od dawna odkładanych wystarczy po postu zacząć. Wykonać pierwsze minimum, a dalej już z górki.
Klapka w głowie pyk, mail do znajomych cyk i poszła lawina. Zanim nacisnęłam "wyślij" w głowie kłębiła mi się gonitwa myśli, samooskarżeń, najgorszych możliwych scenariuszy od wyśmiania po pogardę. Byłam gotowa na wszystko. Wróć. Gotowa? Nie zupełnie. Bałam się jak mała przestraszona dziewczynka, którą za chwilę czeka publiczny lincz. Nie żartuję. Tak właśnie się czułam. Ale to, co się stało, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Zupełnie nie spodziewałam się aż takiego odzewu, wsparcia, trzymania kciuków, przekazywania wieści w świat, ciepłych słów, szybkich wiadomości na Facebooku, pochwał za odwagę, inspirujące podejście i wytrwałość. Wystarczyło tylko zacząć, by przekonać się, że warto było.

4. Dziel się swoimi pomysłami i planami z innymi

 Zarówno cel jak i pierwszy krok to oczywiście nie wszystko. Potem potrzebna była dwumiesięczna praca w postaci telefonów i maili. Chyba nie było w tamtym czasie nikogo z bliskich mi i dalszych znajomych, kto nie usłyszałby o moim zwariowanym pomyśle. Chodziłam i kłapałam, być może część z Was miała mnie dość, ale wierzcie mi lub nie, żyłam tym o każdej porze dnia i nocy, nawet wtedy gdy spałam. I dzięki temu, że nie chowałam swoich planów przed innymi dostałam tyle wsparcia, że do dziś trudno mi w to uwierzyć. No i przede wszystkim nie spodziewałam się, że dostanę tyle konkretnych rad i pomysłów, że dopiero co poznane osoby zaangażują się tak jakbyśmy znali się od lat. Do dziś jestem pod ogromnym wrażeniem wszelkich gestów, słów i konkretnych działań i jestem za nie niezmiernie wdzięczna.

5. Wyznacz sobie swoją BATNĘ.

Znacie pojęcie BATNA? Best Alternative To Negotiable Agreement to pojęcie związane z procesem negocjacji i choć nie mówimy tu o klasycznych negocjacjach, to ja od razu wiedziałam jaką mam alternatywę. Dążąc do celu wiedziałam dokładnie, co mam zrobić, by nie polec, gdy go nie osiągnę. Taką alternatywą było samodzielne zarobienie na kurs. I tak naprawdę, wystarczyło tylko wykreowanie tej alternatywy w głowie. Reszta zadziała się sama. Gdy mamy jasno sprecyzowany cel rzeczywistość odbieramy poprzez nałożone filtry. Wszystko co dzieje się przepuszczamy przez nasz filtr, dzięki czemu nasze działania są mocno ukierunkowane, a  uwaga wyostrzona. Brak tego filtru mógłby poskutkować pominięciem niektórych możliwości. Ale niestety jest też druga strona medalu. Wyostrzenie zmysłów na dany aspekt rzeczywistości powoduje  pominięcie innych aspektów, bo nie są klasyfikowane jako ważne lub znaczące. Całe szczęście nie miało to na mnie złego wpływ albo nie mam świadomości, że coś mogłam pominąć ;-) Wiem na natomiast co zyskałam, bo udało się osiągnąć zarówno cel główny jak i alternatywny.

Miało być pięć? Jest pięć! Ale już teraz zastanawiam się jak zmieścić to, co chcę jeszcze przekazać tylko w pięciu lekcjach. W każdym razie ciąg dalszy nastąpi, bo jest się czym dzielić... ;-)

0 komentarze:

Prześlij komentarz

uslysz_siebie na Instagramie