31 października 2014

Sielsko wiejsko

Obudzić się o 9, bez wołania "Am, am", albo "wstawać śpiochy". Obudzić się i czuć się wyspanym... Obudzić się i nigdzie się nie spieszyć... leżeć jeszcze godzinę gadając o wszystkim i o niczym... Takie rzeczy tylko u rodziców...

Uwielbiam weekendy na wsi. Czas jakby zatrzymuje się na chwilę. Dzieci stęsknione i spragnione innych niż na co dzień atrakcji, biegną do dziadków jak tylko otworzą oczy.

Weekendy na wsi takie właśnie są. Bez pośpiechu. Wiejskie, sielskie. Spacery w sadzie, rosół z kaczki i cała masa  promieni jesiennego słońca... Gruszki i jabłka jedzone prosto z drzewa... Jeżyny, które smakują najlepiej prosto z ręki dziadka. Mniam.

I podwórko skąpane w słońcu, które ociepla swoją barwą żółknące drzewa i krzewy... Żal wracać. I pozostaje jedynie westchnąć, że nie mieszkamy bliżej, że nie możemy bywać częściej. Choć czasem myślę, że właśnie dlatego tak doceniamy chwile tam spędzone...







0 komentarze:

Prześlij komentarz

uslysz_siebie na Instagramie