17 września 2014

Czy warto?

Wtorek, 16 września, poranek 4:00. Za oknem ciemno. Wstaję i wymykam się po ciuchu z pokoju. W łóżku śpi mąż, przez sen kradnę jednego buziaka. Wychodząc zerkam jeszcze na głośno oddychającego przez sen M. i zaspaną L. i chwyta mnie za serce. A w zasadzie rozrywa mi serce, bo ono najchętniej zostałoby z tą gromadką. W głowie mieszanina myśli, wyrzutów sumienia poplątana z całym pakietem mechanizmów obronnych od racjonalizacji po zaprzeczenie.

Serce krzyczy "Chcę zostać, patrzeć jak słodko będą się budzić, przytulić, po prostu być." Następna myśl: "Po co mi to wszystko". Gonitwa myśli napędza się. Zerkam na zegarek. Mało czasu. A muszę jeszcze umyć głowę, ubrać się, zrobić makijaż i zjeść śniadanie. Niewyspana po 4 godzinach snu, najchętniej położyłabym się do łóżka. Ale przecież czas, muszę zdążyć na pociąg. Wpadam w wir szykowania się i przez chwilę wyrzuty sumienia przestają zaprzątać mi głowę.

5:00, jak z zegarkiem w ręku stoję gotowa do wyjścia. Oko zrobione, jeszcze tylko muśnięcie ust pomadką i mogę wychodzić. I znów moment zawahania. Czuję jak wilgotnieją mi oczy. Najchętniej uściskałabym wszystkich, przytuliła, posłuchała jak mówią "Papa mama, przyjdź dzisiaj po mnie do przedszkola." a L. dodaje z cudowną intonacją "Papaaaaa" Dwa szybkie oddechy i gonię na pociąg.

Ciepła herbata w papierowym kubku z przykrywką. Otulam ją dłońmi, żeby się ogrzać. 5:25 czuję delikatne poderwanie i pociąg rusza. Zapatrzona w okno patrzę jak migają mi przed oczami drzewa, w oddali zaspane domy otulone mgłą. Gdzieniegdzie światła, ale świat wyraźnie jeszcze zaspany. Odjeżdżam, ale chcę zostać. Chcę zostać, ale chcę jechać...

Czeka mnie jeszcze 14 godzin intensywnego dnia zanim znów usłyszę: "Mama, mamusia, wróciłaś" i słodki tupot małych nóżek. Jestem. Jestem tu gdzie moje miejsce, gdzie wyrywało się moje serce. Zmęczona, pędząca, wreszcie zwalniam tempo. M. wtulony ściska mi szyję, L. wdrapuje się na kolana. Uwielbiam te chwile, kiedy zdążę wrócić zanim zasną. Zawsze gdy wyjeżdżam zastanawiam się czy warto? Zawsze wyrywa mi serce. Ten jeden dłuższy dzień w tygodniu jest trudny nie ze względu na zmęczenie, podróż czy zadania w pracy. Najtrudniejsze są poranki, kiedy wychodzę gdy śpią i wieczory, gdy wracam tuż przed ich zaśnięciem.

Pytam samą siebie czy warto. Nie wiem czy warto? Ale wiem, że "Nie można tego, co jest, mierzyć pożądaniem tego, czego nie ma, lecz należy pamiętać, że również i to było kiedyś warte starań" (Epikur)

0 komentarze:

Prześlij komentarz

uslysz_siebie na Instagramie