25 marca 2014

BEE Happy - rozwijaj swoją pasję


Mam za sobą tysiące przeprowadzonych rozmów kwalifikacyjnych, pewnie miliony przeanalizowanych cv. Nigdy nie liczyłam, ale zebrałoby się tego naprawdę sporo. Od zawsze zwracam baczną uwagę na zainteresowania kandydatów. Rozmowę prawie zawsze zaczynam od tego, jak spędza wolny czas. Bez względu na to, z kim rozmawiam, zazwyczaj widzę zdziwienie na twarzy, a gdy rozmawiam z kobietą-matką, zwykle słyszę komentarz w stylu: "Czas wolny? Od kiedy pojawiły się dzieci, nie mam czasu na hobby!" Przerażające i zupełnie dla mnie niezrozumiałe. Owszem, łączenie pracy z życiem rodzinnym nie jest łatwe, często zmęczenie bierze górę i wieczorem, gdy dzieci idą spać, po prostu padamy. Są takie dni, ale czy musi tak być codziennie?

Co jeszcze wymyślimy i jakimi wymówkami się zasłonimy, żeby nie dać sobie szansy na swój własny rozwój?

To kwestia mody...

Mówi się, że panuje moda na to, by mieć ciekawą pasję. Ale czy jest to moda, która charakteryzuje się tym, że przemija, a potem pojawia się inna? Dla mnie to nie jest kwestia mody, to kwestia dbania o siebie, stylu życia i czerpania z niego garściami. Rozwój pasji to kwestia inwestowania w swoje szczęście, bo robienie tego, co się kocha dodaje skrzydeł i ładuje nasze życiowe baterie. I wreszcie pasja to inwestowanie w swój własny rozwój, poszerzanie horyzontów, fundowanie sobie inspiracji, które zawsze prowadzą do czegoś ciekawego oraz okazja, by poznawać nowych zapalonych ludzi.

 

Ale ja mam hobby...

Muzyka, sport, podróże. Taki zestaw zainteresowań widnieje w 80-90% aplikacji kandydatów, które analizuję. I zazwyczaj nie kryje się pod tym nic ciekawego. Na pytanie szczegółowe dotyczące rodzaju muzyki, który kandydat lubi słuchać najbardziej, zwykle widzę zakłopotanie na twarzy, a przy próbie doprecyzowania uprawianego sportu okazuje się, że sport to lubi, ale oglądać w telewizji. Nie przesadzam. Owszem, obserwuję też dużą poprawę, tzn coraz częściej można znaleźć w pasjach kandydatów coś naprawdę ciekawego. Zdarza się, że pomaga mi google, bo znajduję nazwę hobby, którą widzę po raz pierwszy i strasznie się cieszę, że porozmawiam na rozmowie o czymś bardzo ciekawym. Wtedy zazwyczaj słyszę w głosie faktycznego bzika ;-) Ale nie chodzi tu o oryginalność, ale o poziom zaangażowania. Co stoi za Twoją pasją? Co robisz, żeby ją rozwijać? Jak o niej opowiadasz?



 

Nie mam czasu...

Czasem słyszę od znajomych, jaka to ja jestem zorganizowana, zdeterminowana i nie wiadomo co jeszcze. Że moje mieszkanie to jest zawsze wypucowane, obiad ugotowany i dzieci wybawione, a mąż rozpieszczony. I zastanawiam się skąd się to bierze? W końcu jeśli siadam na kanapie z książką, to zazwyczaj kosztem czegoś - porządków, czasu dla dzieci, obiadu itp. Jeśli idę w plener robić zdjęcia o 5 rano, to kosztem snu i czasu dla męża. Wszyscy mamy 24 godziny na dobę. Jak to się dzieje, że jedni mają czas, a inni nie? Zazwyczaj obserwuję, że ci co faktycznie są obłożeni ilością spraw, robią najwięcej. I odwrotnie - ci co mają dużo czasu, marnotrawią go. Wszystko jest kwestią priorytetów!

I wcale nie uważam, że trzeba jakieś wyjątkowej organizacji. Jedyne czego trzeba to INICJATYWY! Tylko tyle, albo aż tyle, żeby mieć swojego bzika, potem ten bzik porwie Cię tak, że popłyniesz za nim. I nawet z dwójką dzieci, bez dziadków i niań pod ręką - da radę!

I żeby nie było... też lubię poleniuchować i robię to. Nie zawsze zdobywam się na inicjatywę, czasem mi się najzwyczajniej w świecie nie chce. Czasem czytam książkę za książką, a czasem przez miesiąc nie wezmę do ręki żadnej. Czasem pstrykam zdjęcia wszystkiemu co widzę, a czasem przez 2 tygodnie nie biorę do ręki aparatu. Ale to, że mamy gorsze dni, tygodnie, miesiące, nie znaczy, że nie można wrócić do aktywności. I znów potrzeba - INICJATYWY! Tylko tyle, a może aż tyle...

Moją pasją są dzieci...

Dwie pasje, które totalnie mną zawładnęły (nie licząc tej zawodowej) zyskałam dzięki macierzyństwie. Pierwszą z nich - fotografią - zajęłam się, gdy zaszłam w ciążę. Pomyślałam sobie - mam darowany czas, albo teraz albo nigdy. A drugą z nich - rękodzieło i scrapbooking - rozwinęłam będąc w drugiej ciąży. Z tyłu głowy na co dzień mam słowa mojej mamy, która od zawsze powtarzała mi, że muszę mieć "coś" swojego, co mnie pochłonie, ale też jakieś zainteresowania, które dzielę z mężem, bo dzieci kiedyś odejdą. W końcu wychowujemy je do samodzielności. I jeśli przez połowę życia rozmawia się tylko o dzieciach i tylko im poświęca czas, to potem zostaje pustka, którą trudno czymś nagle wypełnić. Owszem, nigdy nie jest za późno na rozwój pasji, ale lepiej nie fundować sobie takiego poczucia pustki. A dziecko, które widzi jak rodzic rozwija swoją pasję, będzie miało najlepszy wzór do naśladowania.

Próbuję, ale nie wychodzi...

Mam za sobą taki czas (kilkanaście lat!!!),  kiedy próbowałam wielu rzeczy i rzucałam, gdy okazywało się, że niekoniecznie wychodzi. Było to dla mnie strasznie frustrujące, ale szukałam do skutku czegoś, co pochłonie mnie do reszty.  Wśród osób z pasją jest jeden wspólny mianownik - każda z nich zadała sobie TRUD, żeby gdzieś się tą pasją zarazić, tzn próbowały znaleźć to "coś". Ten trud polegał na tym, by pójść na jakieś spotkanie, event lub cokolwiek, co przykuwa naszą uwagę. Czasem jest to kwestia przypadkowego spotkania, artykułu w gazecie, wiadomości przeczytanej na facebooku. Wyszukać i pójść - tyle trzeba na początku zrobić.


Nie mam pieniędzy/sprzętu etc...

A jak to było z fotografią pszczół? Zaczęło się kilka lat temu od pasji mojego teścia - pszczelarstwa.  W hobbystycznej gazecie znalazł on informację o konkursie fotograficznym, którego motywem głównym miała być pszczoła. Pierwsze zdjęcia robiłam kitowym obiektywem przykładając do niego zwykłą lupę ;-) Teraz jak o tym pomyślę, to się uśmiecham, tym bardziej, że często słyszę wymówki, że trzeba mieć dobry sprzęt i nie wiadomo co jeszcze, żeby zajmować się fotografią. Podobnie z konkursem, często sami sobie odbieramy prawo do wzięcia w nim udziału, bo nie wierzymy w siebie. Konkursu nie wygrałam, ale zyskałam coś więcej. Pasję, która daje mi tyle radości i spełnienia na co dzień, że nie zamieniłabym jej na żadną nagrodę!


Mam dwójkę dzieci, sporo obowiązków na głowie i konsekwentnie i zdecydowanie obalam mit zarobionej mamy, która nie ma czasu dla siebie!

0 komentarze:

Prześlij komentarz

uslysz_siebie na Instagramie