12 lutego 2014

Życie zaczyna się czy zacina po trzydziestce?


Daleka jestem od wrzucania ludzi do jednej szuflady, szczególnie tej ze względu na wiek. Znam zbyt wielu ciągle niedojrzałych trzydziestolatków, jak również nadzwyczaj dojrzałych dwudziestolatków. A gdyby tak spojrzeć na życie 30-latków z przymrużeniem oka...

Dziś przy okazji urodzin pewnej kobiety, która przekroczyła tę magiczną granicę, spróbuję przeprowadzić zupełnie niematematyczny i nieco humorystyczny dowód na to, że życie zaczyna się po trzydziestce...




Po pierwsze primo, w wieku 30 lat większość decyzji życiowych mamy już za sobą. Daty skończenia ostatniej uczelni już najprawdopodobniej nie pamiętamy, co podaję raczej jako symptom rozwijającej się kariery, niż słabnącej z wiekiem pamięci. Nawet jeśli nie pniemy się po szczeblach, to nasza sytuacja zawodowa ma duże szanse na bycie ustabilizowaną. Nie musimy więc już nikomu udowadniać, na co nas stać, możemy po prostu cieszyć się osiąganiem sukcesów, a porażki traktować jako dobre lekcje. Nasz zawodowy świat nie wali się już z powodu jednego nieoddanego na czas raportu, a szef widząc twardego przeciwnika nie wymierza już tak łatwo ciosów.


Po drugie primo, między 36 a 40 rokiem życia podobno zarabiamy najwięcej (źródło), jest to więc złoty czas jeśli chodzi o zasobność naszego portfela. A skoro stać nas wreszcie na to, żeby żyć, to faktycznie zaczynamy żyć. Nasza kolacja wygląda wreszcie inaczej niż pamiętna kanapka z dżemem od babci. Od czasu do czasu możemy też pozwolić sobie na pomelo lub liczi. Wytarte dżinsy nosimy ze względu na modę, a nie dlatego, że nie ma już gdzie naszyć kolejnej łaty.

A po trzecie primo ultimo, skoro w sferze zawodowo-finansowej wszystko gra, to sprawy rodzinne i związki intymne również mają swój moment. Ba, nawet "momenty" ;-).  Małżeństwo już się "uklepało", bo jak podaje GUS (źródło), mężczyźni zakładają obrączkę w wieku 28 lat, zaś kobiety w wieku 26 lat.  Ponadto najwyższa płodność kobiet przypada obecnie na lata 25-29, a w grupie 30-34 lat nastąpił znaczny wzrost płodności. A jeśli jesteś singlem to najprawdopodobniej czujesz się z tym zupełnie O.K., bo w końcu pozostałe dwa obszary Twojego życia mają się dobrze i dają Ci spory drive. Nie wspominając już o tym, że seksuolodzy obiecują niepowtarzalne orgazmy i eksplozję seksualności, szczególnie u kobiet. Więc i tu sukces murowany.

Ale czy wszystko wygląda tak żółto-niebiesko, tfu różowo...?



Otóż nie! Nie oszukujmy się. Życie po trzydziestce ma też swoje plusy ujemne...
  • zmarszczki na twarzy nie będzie można już opatrzyć komentarzem "to tylko mimiczne"
  • możesz zapomnieć o kremach z napisem under twenty
  • poczujesz się jak dinozaur na imprezach, gdzie większość to ci z jedynką  lub dwójką z przodu
  • zresztą prawdopodobnie imprezy do białego rana nie będą już w Twoim guście, a jeśli nawet, to już nie ta głowa...
A plusy dodatnie?



  • najtrudniejsze decyzje życiowe zostały już podjęte, teraz po prostu możesz cieszyć się życiem
  • z CV możesz śmiało usunąć informacje dotyczące działalności studenckiej  (wpisanej kiedyś, żeby uzupełnić pustą połowę pierwszej i jedynej strony życiorysu)
  • cellulit i fałdki tłuszczu nie będą już tak straszne, w końcu okres prezentacji masz już za sobą
  • nawet jeśli stracisz pracę, nie dopadną cię jeszcze stereotypy zawodowe dotyczące 40 i 50 latków, więc łatwo Ci będzie znaleźć kolejną
  • wiek rozwodów to dopiero 40 lat, statystycznie więc masz przed sobą jeszcze 10 lat życia w szczęśliwym związku ;-) A jeśli nie jesteś w związku, to pociesz się, że temat rozwodów Cię nie dotyczy ;-)

Czyżby trzydziestka oznaczała więc złote czasy? Bilans wychodzi zdecydowanie na plus. Żyć nie umierać!

p.s. Do kartki użyłam:

0 komentarze:

Prześlij komentarz

uslysz_siebie na Instagramie